to-tylko-paranoja at ownlog '06

19.


Link 2.8.2009 :: 14:27 Komentuj (17)
Mój świat jest jak pilnie strzeżona twierdza.

Kiedy próbujesz do niego wejść, w moim umyśle włącza się alarm. Intruz na horyzoncie. Moi strażnicy: agresja, zadawanie bólu, egoizm, strach, opryskliwość i bezczelność zaczynają cię atakować. Jeszcze nikt nie znalazł sposobu, aby zburzyć mury, które zbudowałam na fundamencie zranień i samotności. Nie ma takiego dynamitu, który by je wysadził.
Z wież strażniczych strzelają do ciebie łucznicy. Ich strzały są zatrute jadem moich słów, które mówią, żebyś się odwalił, a jednocześnie krzyczą o pomoc.
W fosie nie ma wody. Jest błoto mojego gniewu na egoizm ludzki, który jest jak najbardziej naturalny, który jest też we mnie. Z którym nie umiem się pogodzić. Tak, fosa to chyba najgorsza przeszkoda, aby dostać się do mojej twierdzy. Pokonasz ją tylko wtedy, gdy opuszczę ci most zaufania. A tego nigdy nie zrobię.

Więc lepiej nie próbuj zdobyć tej twierdzy, bo skończy się to dla ciebie tragicznie...

20.


Link 16.8.2009 :: 19:52 Komentuj (9)
Wróciłam.

Było cudownie! Czułam, że dotykam Raju. Niesamowita atmosfera, spotkanie starych znajomych i poznanie nowych ludzi. Modlitwa, taniec i śpiew. Wygłupy po apelu. Tęskniłam za tym czasem, gdzie największym problemem jest rozstawienie namiotu lub przyniesienie ciepłej wody do mycia.

Nie czułam bólu fizycznego, mimo że się odwodniłam i przeziębiłam. Leżałam z podłączoną kroplówką całą noc. Ale to też było fajne doświadczenie. Obcy ludzie się o mnie troszczyli, pytali o zdrowie, pilnowali, abym więcej piła. Na moją prośbę przyjechał do mnie ksiądz z sakramentem namaszczenia. Całą drogę się śmiałam, żeby nosił w plecaku olejek, bo czuję, że wkrótce skonam na tej trasie ;) No i masz babo placek... Przydały się :)

Tak. Mocno zaprzyjaźniłam się z ks. Mariuszem. Chciałabym, aby nasza znajomość nie zakończyła się tylko na pielgrzymce. Jest wikariuszem w pobliskiej parafii, więc spokojnie mogłabym go odwiedzać. Poza tym pragnę zaangażować się w jakąś pracę na rzecz Kościoła. Cokolwiek. Pomoc w prowadzeniu kancelarii, jakaś wspólnota, opieka nad dzieciakami podczas wyjazdów? Cokolwiek. Niestety nie umiem się wkręcić.

Ks. Mariusz powiedział mi na Przeprośnej Górce bardzo fajne słowa: "Widać, że jesteś dobrą osobą, a z takimi ludźmi chce się przebywać". Zapisałam te słowa w swoim sercu i już mam swoją życiową misję: być wsparciem dla innych, mnie zaś będzie nosił SAM JEZUS.

Pogłębiłam swoją wiarę i powoli opuszczam most do mojej twierdzy. Powoli, bez pośpiechu i za dużej dawki zranień naraz.

Nigdy nie zapomnę życzliwości i otwartości tych ludzi. Czułam się tam taka ważna, taka kochana, taka potrzebna. Czułam, że jestem w domu, wsród swoich.

A teraz jestem w domu i nie umiem się odnaleźć. Płakałam. Tak bardzo tęsknię za pielgrzymką. Nie, to nie fanatyzm. To potrzeba miłości i akceptacji.

Napisałam do ks. Mariusza na Naszej Klasie. Jest moją ostatnią deską ratunku na wyrwanie mnie z marnotrawienia danego mi czasu.

Byłam na pielgrzymce czwarty raz, jednak za każdym razem jest inaczej. W tym roku modliłam się dużo za bliskich mi ludzi, którzy mocno grzeszą. Może dlatego tak ciężko mi się szło.

Odliczam dni do kolejnego 5 sierpnia. Chwała Bogu za owoce, które we mnie teraz dojrzewają.

21.


Link 19.8.2009 :: 15:26 Komentuj (14)
Dlaczego nie umiem się cieszyć z tego, że jestem kochana?
Dlaczego nie umiem się cieszyć z tego, że mam to, o czym inni mogą tylko marzyć?
Dlaczego nie umiem się cieszyć z tego, że są wokół mnie ludzie?
Dlaczego nie umiem się cieszyć z tego, że mogę robić co chcę i jak chcę?
Dlaczego nie umiem się cieszyć z tego, że Bóg dał mi czas na wszystko?
Dlaczego nie umiem się cieszyć z tego, że jestem w stanie realizować swoje marzenia?

Czemu wciąż chcę więcej i więcej?
Czemu wciąż chcę być akceptowana i potrzebna?
Czemu wciąż chcę być wśród ludzi, z którymi nie mogę przebywać?
Czemu wciąż chcę być w innym miejscu, z dala stąd?
Czemu wciąż chcę robić coś, co będzie dawało mi i innym szczęście?

CZEMU DO SZCZĘŚCIA NIE WYSTARCZA MI SAM JEZUS?

Jestem z Nim, ale to jeszcze nie to...
Chyba trzeba mi czuć Go w innych ludziach. Tylko, że ci "inni ludzie" są albo księżmi, albo mieszkają z dala ode mnie. I znów jestem sama. Fizycznie.

Marzę o tym, aby być organizatorką czegoś ważnego. Dla dzieciaków. W kościele.
Dziwne marzenie, ale jakoś tak od pielgrzymki mnie trzyma.
Przecież marzenia nic nie kosztują.

22.


Link 24.8.2009 :: 19:52 Komentuj (7)
Byłam u mojej cioci i wujka w Warszawie na tydzień.

Fajnie było, choć trochę zbyt nadopiekuńczo (nie mają dzieci) i zrzędliwie (wujek martwi się, czy go dopuszczą do pracy z jego chorym sercem).

Generalnie non stop byłam wśród ludzi (koncerty, kino itp.). Świetna sprawa! Ludzię obserwować ludzi, analizować ich zachowania. Lubię dobrą zabawę z dobrymi ludźmi. Akurat z wujostwem ciężko mówić o skakaniu przy samej scenie do piosenek kapeli rockowej, ale dobrze było chociaż posłuchać :)

Ale zaraz przychodziły myśli... Te głupie paranoje... No właśnie. Z kim mogę pod sceną skakać? W sumie gdybym chciała gdzieś się wyrwać na zwykły spacer, to nawet nie miałabym po kogo zadzwonić. Może dlatego po części polubiłam samotność :)

Podczas jednego z koncertów myślałam o chłopaku, który ponoć się we mnie zakochał po dwóch spotkaniach bez wzajemności. Nie wiem, czemu o nim myślałam i po co do niego napisałam... Wiem tylko, że szybko się odkochał ;] I dobrze, nie czuję już nieuzasadnionego poczucia winy.

W pokoju obok moi rodzice gadają z sąsiadkami. Przyszły sobie na ploty. Jejku, jak ludzie nie potrafią siebie nawzajem słuchać! Przerywają sobie w połowie wypowiedzi, szybko zmieniając temat. Przekrzykują siebie nawzajem. I to tylko gadki o pierdołach, a co dopiero poważne rozmowy, potrzeba wyżalenia się komuś? A później się dziwić, że mamy takie poranione społeczeństwo...

Napisałam do x. Mariusza i zaproponowałam spotkanie. Próbuję w końcu doświadczyć czegoś takiego, jak przyjaźń. Ale czy można przyjaźnić się z księdzem? Z osobą, która opiekuje się wieloma owieczkami? No i czy taki fajny człowiek chciałby się zadawać ze zwykła nastolatą, z jakimi ma do czynienia na codzień? Hmmm... Chyba powinnam szukać gdzie indziej...



23.


Link 26.8.2009 :: 22:36 Komentuj (5)
Ks. Mariusz mi nie odpisuje... Pewnie nie ma czasu.

Ostatnio napaliłam się na MAGIS (młodzież jezuicka - taka wspólnotka :P), zwłaszcza jak przeczytałam, że 6 września mają spotkanie organizacyjne. Nie wiem, może coś z tego będzie... (brawo Czucz, chyba stanie na Twoim :P).

A ogólnie jest smutno, bo znowu siedzę w domu, znów nic się nie dzieje, nie mam okazji odkrywać Boga w ludziach. Jezu, ja chcę do ludzi!!! Dobrze, że już za kilka dni szkoła. Mam rozpoczęcie 31 sierpnia, więc jeden dzień nauki dłużej :P Ale coś za coś. Ważne, że coś się będzie działo.

Samotność, bezczynność i niemoc to trzy najgorsze formy umierania. Powolnego umierania.

24.


Link 28.8.2009 :: 16:07 Komentuj (1)
Mój czas dobiega końca.

Za dwie godziny jadę do mojego wujka na wieś. Ma spore problemy, wciąż płacze. Boimy się z tatą, żeby nie zrobił czegoś głupiego. Jedziemy go powspierać na duchu i przemówić do rozsądku.

Jednak moim głównym celem jest pobyt z moimi Ojcami ;) Tym Wszechmogącym i tym słabym. Z Bogiem i z moim biologicznym ojcem.

Jedziemy na prawdziwe zadupie, bez internetu, zasięgu itd. Łono natury, piękne widoki. W czasie drogi na miejsce będę miała dużo czasu, żeby rozmawiać z tatą. I pierdołach, choć liczę na to, że uda mi się zebrać na poważną rozmowę w sprawie mojej siostry. Ostatnio ojciec jej napisał, że utrzymuje ją już 2 lata (był to czas, kiedy Karolina siedziała w domu i dosłownie nic nie robiła) i że teraz ma iść do roboty (a ona się na studia wybiera). Poszło też o Kaśkę (naszą przyrodnią siostrę), o jej wychowanie, opuszczenie. O to, że był alkoholikiem, że mnie traktuje lepiej niż Karolinę. Jednym słowem, konflikt trwa od wielu lat. A teraz, kiedy Karolina jest w Grecji, ma odwagę przez sms-y wszystko ojcu wygarnąć... Po powrocie chce się wyprowadzić. Chore to wszystko... Dlatego chcę z ojcem pogadać, choć pewnie odwagi zabraknie...

W ciągu dnia będę przebywać z wujkiem. Lubię z nim gadać na poważne tematy. Ostatnio rozmawialiśmy na temat mojego ewentualnego pójścia do zakonu. Oczywiście mi odradzał, ale to jedyna osoba, z którą mogę normalnie pogadać, bez wyśmiewania, poniżania itp.

Wieczorami tata z wujkiem pewnie będą zapijać swe smutki w wódzie. Nie pochwalam tego, ale oczywiście nie mam nic do gadania. Wtedy będę chodziła na spacery. Długie spacery, z MP3 na uszach. I będę rozmawiać z Panem! Muszę Go przeprosić... I podziękować.

Ks. Mariusz nie odpisał.
Z MAGIS-u nikogo nie ma na gg.

Wracam w niedzielę lub sobotę wieczorem.
Pozdrawiam!

25.


Link 29.8.2009 :: 23:13 Komentuj (5)
Jestem.

U wujka nie jest kolorowo. Ale jakoś go na duchu podtrzymaliśmy. Jakoś się trzyma, z czasem będzie lepiej.

Ten wyjazd, choć krótki, był pełen doświadczeń i miłości.

Szacunek, obrona mojej osoby, zwierzenia, łzy, szczere rozmowy, zbadanie korzeni mojej rodziny. Oto czego doświadczyłam. Tak... Tego mi było trzeba!

Wujek jako jedyny w tej rodzinie okazuje mi miłość. Wiem, że naprawdę mnie kocha. Ja jego też i życzę mu jak najlepiej!

Widziałam pierwszego męża mojej mamy. Patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem... Czułam się nieswojo.

Wszyscy na wsi wiedzieli od razu, że jestem córką tej Tereski, która jeszcze niedawno śmigała po wsi i pomagała na polu :) Wujek z dumą chwalił się swoją chrześniaczką.

Poznałam środowisko "żulowskie". Poznałam ludzi, którzy mimo alkoholizmu, są bardzo życzliwi i wartościowi. Rozmawiałam z nimi również, gdy byli trzeźwi ;) Fajni ludzie, choć Bóg różnie ich doświadczył... Szkoda, że szukają ucieczki w wódzie, ale może kiedyś znajdą właściwą drogę.

No i zyskałam wielbiciela :P Co z tego, że ma 37 lat i zakochał się od pierwszego wejrzenia. I mimo wielkiej miłości nie mógł zapamiętać mojego imienia :P

Było wesoło i smutno. Oby więcej takich edukacyjnych wyjazdów!

Jutro jadę do internatu. Będę w domu tylko na weekendy, więc notki planuję pisać raz na tydzień (w soboty). Choć to też różnie może wyjść, bo prawdopodobnie będę w MAGIS-ie :) Umówiłam się już z Masią, abym nie czuła się osamotniona na pierwszym spotkaniu. Ona jest tam oblatana, więc (mam nadzieję) jakoś mnie tam wprowadzi.

Ks. Mariusz mnie olał. Siedzi na NK i nawet mi nie odpisuje... Boli. Ale jakoś przeboleję.

Proszę o modlitwę za mojego wujka i za mnie - o odwagę i wytrwałość.

Pozdrawiam ;)

Załóż bloga

Archiwum

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec

Kategorie

paranoje(14)
Promyki nadziei(13)
osamotnienie(11)
Stan najgorszy(5)

Linki

o. Grzegorz
Z życia mnicha
Pochylenie nad Słowem
I Ty jesteś Barabaszem...
Masia
FunAtyk
Dwa krzesła
Zimbabwe

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl