7.

Ludzie potrafią zaskakiwać... Zaczęłam się martwić. Co jeśli ktoś, kogo znam kilka lat od tej dobrej strony, nagle wyskoczy mi z jakimś drugim obliczem? Zaczęło się sypać zaufanie do ludzi, które tak długo budowałam, a i tak nie zostało zbudowane do końca.

Tej nocy była straszna burza. Boję się burzy. Zawsze mam wrażenie, że zaraz coś się zacznie palić, że piorun gdzieś walnie, że wiatr nam dach zerwie. Że stanie się coś złego. Czuję lęk. W takich sytuacjach zawsze łapię za różaniec i Zdrowaśki się sypią. Odmówiłam jedną dziesiątkę. Uspokoiłam się. Schowałam się pod kołdrę, zatkałam uszy i próbowałam zasnąć.

Męczyłam się dobre dwie godziny. I zaraz wpadła mi do głowy scena, jak Piotr tonął. Przecież póki patrzył na Jezusa, było wszystko ok... Porównałam to do swojej sytuacji. Jak nie ma burzy w moim życiu, to trwam przy Bogu, nie tonę. Jeśli jednak zaczną walić pioruny w postaci różnych niepowodzeń, zranienia kogoś, poczucia samotności, to zaraz tonę i boję się. Nie patrzę na Boga, wszystko chcę załatwiać sama. Tak, wiem. To nie jest fajne. Ale nie umiem Mu w pełni ufać. Moje kontakty z innymi ludźmi przenoszą się na kontakty z Bogiem. Ech... Te cholerne zranienia z dzieciństwa będą mnie gnębić do końca życia :(