6.

Wyjechała. Moja siostra wyjechała do Grecji. Wraca we wrześniu. Już mi się za nią tęskni, mimo że na codzień nie rozmawiamy zbyt wiele. Oczywiście bardzo się kochamy i w ogóle. Gadamy o pierdołach. Często dostajemy głupawki i śmiejemy się z byle czego. Jest miło, ale mimo wszystko nie mam z nią relacji, jak to jest w "prawdziwym rodzeństwie". Nie żalimy się sobie, nie mówimy o wszystkim. Nawet nie rozmawiamy szczerze o tym, co się nieraz dzieje między rodzicami. Ale nie, nie będę jej obwiniać. Jestem w pełni świadoma, że to przeze mnie. No bo niby po co mam jej się żalić, skoro ona to ironicznie komentuje? A ja, zamiast okazać się mądrzejsza, odgryzam się tym samym. I tak skończyło się nasze powierzanie tajemnic. Ech... Jeszcze dużo pracy w związku z moją małą osobą.

Najgorsze jest to, że nie czułam żadnego żalu, smutku w chwili, gdy się z nią żegnałam. Uczułam jakąś tęsknotę i uczucie, że w domu już nie będzie tak samo. Ale z dniem dzisiejszym wczystko przeszło. Wkurza mnie ta znieczulica!

A najbardziej mnie wkurza to, że do czynienia dobra zmuszam się na siłę. Nie czynię tego z dobroci serca, bo te jest zbyt mroczne i płomienia raczej tam nie ujrzysz. Z chęci pójścia za Jezusem czy innymi pozytywnymi kopami też się to raczej nie bierze... Staram się dobrze żyć bo... tak trzeba. Po prostu. Czasami kierują mną zasady, które od maleńkiego wpajają we mnie rodzice. Czasami to strach przed piekłem, czasami świadomość, że będę miała wielkie wyrzuty sumienia, jeśli zrobię źle. Ale nic mi się nie bierze ze szczerej miłości. Straszliwie mnie to drażni, bo przecież dobro rodzi się z miłości, czyż nie?

Codziennie się modlę, aby Jezus jednak rozpalił we mnie pragnienie. Pragnienie zmiany całego świata, bycia Matką Teresą bądź innymi fajnymi ludzikami, które coś zrobiły dla tego świata.

I ta codzienna walka z lenistwem i egoizmem... Wykańcza mnie, ale wiem, że warto. Dla Niego, dla ludzi, dla świata.

PS. Apropos walki... Polecam blog o. Grzegorza. Mnie bardzo poruszył... Znajdziecie go w linkach.

jakiskretyn 15.07.2009, 22:30

No cóż... mnie się właśnie relacje w "prawdziwym rodzeństwie" kojarzą z drobnymi sprzeczkami i różnicami. Ta głęboka relacja jest gdzieś w tle, i może nie widać jej ciągle, ale jej wpływ się czuje.

Hm. Chyba warto przede wszystkim dla siebie. Życie w zgodzie z własnym sumieniem to już dużo.

Robienie czegoś dla świata dobrze zacząć od swojego podwórka ;).

A co do tego komentarza u mnie...
Szczęście można czuć z wielu powodów. Zawsze jest w danej chwili, ale czasem może się pojawiać w związku z dłuższym ciągiem różnych zdarzeń.

Humory potrzebne są, bez nich byłoby mniejsze urozmaicenie. Ale nie można popadać w skrajności ;)

Robert 15.07.2009, 19:10

pierwszy krok już wykonałaś;) nawet jeśli się zmuszasz, jeśli robisz dobrze bo tak wypada to już duzo;) czerpanie z tego radości to kolejny krok, który już jest blisko;)