to-tylko-paranoja at ownlog '06

34.


Link 9.10.2009 :: 20:43 Komentuj (5)
Dziś mam okazję, żeby popisać dłużej, bo moja siora nocuje poza domem, więc nikt mi nie będzie jęczła nad monitorem.

Doświadczenie otarcia się o śmierć było dla mnie bardzo ważne i paradoksalnie wyszło mi na dobre. Zaczęłam szanować swoje życie i je doceniać. I nie chodzi tu tylko o te chwile, dla których warto żyć. Mam na myśli ogół, całość, dobre i złe chwile, całą prozę życia. Do chwili sięgnięcia po tabletki wyznawałam zasadę "W życiu piękne są tylko chwile". Odkąd mnie znaleziono nieprzytomną, mówię: "Całe nasze życie tworzy jedną wielką harmonię i tylko Ten na Górze zna tajemnicę tej harmonii. Nawet cierpienie i codzienne, nużące życie ma sens!". Właśnie... Niby tyle razy się słyszy, że cierpienie ma sens, po burzy zawsze wychodzi słońce itp. Ale nie dociera to do takiego zwykłego, szarego człowieczka. To zwykłe slogany. Czym jest teoria bez praktyki? Dlatego doświadczenie jest tak ważne. Praktyka życia czyni nas mądrymi.

Odebranie sobie życia jest pójściem na łatwiznę. Ponoć trzeba być twardym, a nie miękkim. Problem w tym, że zawsze, kiedy wzmocnię w sobie pancerz ochrony przed całym gównem, które jest w moim życiu, to samotność, brak samoakceptacji, blokady psychiczne, zranienia z przeszłości i rzeczy, które "chcę, a nie mogę" ten pancerz niszczą. A kiedy nie mam pancerza, nie ma co mnie chronić, to znowu robię coś głupiego (nie, nie zawsze jest to próba samobójcza). Jednak są to rzeczy, których później bardzo żałuję. Potem jakoś sama do siebie dochodzę, regeneruję pancerz itd. Zamknięte koło. Trzeba jakoś z niego wyjść, tylko jak? A może przestać się bronić? Przyjąć wszystkie śmieci na bary i iść do przodu? Powoli się tego uczę. Do tej pory odrzucałam trudności. Chyba dojrzałam (wow, szybko! ;]) do tego, żeby naprawdę żyć z cierpieniem. W końcu kto nie zazna goryczy na ziemi, nie zazna też słodyczy w niebie.

Uczę się też być radosna. Nie chodzi tu o wieczny uśmniech na twarzy, ale o taki optymizm, pogodę ducha, nadzieję. Ostatnio ktoś zauważył, że chodzę rozpromieniona. Chyba moje ćwiczenia przynoszą jakiś skutek. Nawet teraz, kiedy piszę tę notkę, czuję taki spokój i ciepło na serduchu. To dosyć miłe ;) Ale boję się, że to znowu minie, że znów będzie deprecha przez rok.

Pewna osoba nazywa mnie swoim promykiem. Chcę być takim promykiem dla wszystkich i nie ranić swoim egoizmem. Samobójstwo to szczyt egoizmu, więc pocieszam się, że gorzej być nie może.

Dziękuję Wam za tyle maili i troskę. Zapewniam, że nie trzeba mnie pilnować. Jesteście kochani :) Ale już koniec, nie ma z czego robić afery.

Teraz moim priorytetem jest spowiedź. Będzie ciężko, jeszcze się nie spowiadałam z próby samobójczej... No bo co ja mam Bogu powiedzieć? "Przepraszam, że chciałam zniszczyć Twoje dzieło"? Poza tym trzeba żałować. A ja nie żałuję, bo ta próba mi się przydała. Ciężko to wyjaśnić...
Przydałoby się znaleźć w końcu stałego spowiednika. Człowieka, który by mnie zrozumiał. Jejku, jak ja nie lubię się spowiadać w konfesjonale!

Trzymajcie się!
Pozdrawiam weekendowo! :)



Załóż bloga

Archiwum

2018
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009

Kategorie

paranoje(14)
Promyki nadziei(13)
osamotnienie(11)
Stan najgorszy(5)

Linki

o. Grzegorz
Z życia mnicha
Pochylenie nad Słowem
I Ty jesteś Barabaszem...
Masia
FunAtyk
Dwa krzesła
Zimbabwe

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl