to-tylko-paranoja at ownlog '06

33.


Link 4.10.2009 :: 9:58 Komentuj (5)
Piszę tę notkę prosto po powrocie z wesela. Fajnie było. Wybawiłam się, wytańczyłam, poznałam nowych ludzi. I oczywiście poznałam kolejne prawdy o sobie.

1. Nie umiem być radosna. Po prostu NIE UMIEM. Nie chodzi tylko o wesele (bo tam też mnie dopadł melancholijny nastrój), ale ogólnie. Np. MAGIS. Nie pasuję do nich. Nie umiem być taka otwarta, uśmiechnięta, pełna energii i pomysłów jak oni. Siedzę w kącie i słucham, starając się nie myśleć o moich kompleksach. Z jednej strony lubię ich słuchać, uczyć się bycia moim lepszym "ja" poprzez obserwację. Z drugiej strony po każdym spotkaniu wychodzę zdołowana, myśląc: "Znowu wyszłam na przymuła...". Myślałam, żeby od nich odejść, ale chyba nie potrafię ich zostawić.

2. Jestem po prostu beznadziejna.

3. Spodobał mi się jeden z kelnerów, którzy nas obsługiwali. Przecież to oczywiste, że bez wzajemności.

Jestem po próbie samobójczej. Niestety(?) nieudanej. Może to i lepiej. Na razie nie będę próbować drugi raz. Ale doświadczenie jest ostre!

32.


Link 1.10.2009 :: 16:17 Komentuj (5)
Mam myśli samobójcze. Chcę uciec. Do Krakowa! Boję się.
Piszę krótko, bo mnie złapią na pisaniu... (jestem w szkole)

29.


Link 13.9.2009 :: 0:23 Komentuj (9)
Zaczęłam pyskować moim rodzicom.
W szkole do nikogo się nie odzywam, bo boję się, że znów kogoś czymś urażę.
Mój ironiczny język i delikatne naśmiewanie się z innych albo jest źle rozumiane, albo faktycznie stałam się chamska. Raczej to drugie...
Boję się samej siebie. Boję się odezwać.
Niektóre rzeczy wychodzą ode mnie naturalnie. Bo taka jestem. Boże, nie chcę taka być!
Patrzę na siebie w lustrze i mam ochotę stłuc lustro.
Dziś mało nie uderzyłam mojego taty.
Za dużo we mnie złych emocji.
Przestaję nad sobą panować.
Jest źle. Znowu.
I naprawdę nie wiem, gdzie szukać pomocy.
Tam, gdzie jej szukałam - odesłano mnie z niczym.
Widać, nie ma lekarstwa...

W przyszłym tygodniu zamierzam iść do psychiatry. Podejrzewam, że naprawdę coś na tym umyśle mi siedzi. To chyba nie jest zwykły bunt młodzieńczy...

Za 6 godzin jadę do internatu. Boję się rozmawiać z kimkolwiek. Zasłaniam się nauką, aby z nikim nie gadać. Kolejny tydzień udawania.

Trzymajcie się!

12.


Link 24.7.2009 :: 19:01 Komentuj (10)
Czuję się opętana przez najgorsze myśli. W głowie widzę wciąż moją ucieczkę z tej wiochy i wyjazd w nieznane. Dałabym jakoś radę. Na zarobienie pieniędzy zawsze jest spokój. Wyjazd nic mi nie da, ale przynajmniej nie będę stała w miejscu. Ciągnie mnie do ludzi, choć gdy już się ktoś napatoczy, to jestem opryskliwa i mega ironiczna. To też silniejsze ode mnie. Przestałam być miła, choć kiedyś byłam balsamem na rany innych.

Mam też w głowie sceny samobójcze. Tyle planów, tyle sposobów. To silniejsze ode mnie.

Przestałam się modlić. Zaczęłam się zastanawiać, w co ja tak właściwie wierzyłam?!

I błagam Was, Wirtualni Przyjaciele! Nie piszcie mi prywatnych wiadomości, bo wszyscy wiemy, że pointeresujecie się tydzień, może dwa, a później odpłyniecie w swój prywatny świat. Mój też jest prywatny i nikogo do niego nie wpuszczam. Zamek do serca i rozsądku zardzewiał, nie da rady już go otworzyć. Nie chcę nikogo "przez przypadek" obrazić (mój poziom agresji jest ostatnio cholernie wysoki!), a kazania niewiele pomagają. Więc darujcie sobie.

Walka o moją duszę wciąż trwa. Ja stoję obok i "podziwiam". Widzę, że Bóg się poddaje...




11.


Link 23.7.2009 :: 19:42 Komentuj (4)
Powiedzmy to otwarcie. Zostałam dziwką szatana. Wszystko się sypie, a nawet jest gorzej niż było wcześniej. To, co siedzi w mojej głowie, nie należy tylko do mnie. Moje myśli, czyny, słowa nie są tylko moim udziałem. Boję się każdego następnego dnia, wciąż czuję czyjąś obecność. Skutecznie zostałam wyizolowana od wszystkiego, co Boże i ludzkie. Sama się do tego przyczyniłam. Zeszmaciłam się na własne życzenie. Nie da się już tego odbudować. Każdy następny upadek jest boleśniejszy i coraz trudniej się podnosić. Już nigdy nie zasięgnę radości z życia. Tęsknię za życiem, gdy nie znałam bliżej Boga. Kiedy wszystko było takie beztroskie i dziecinnie proste. Kiedy kierowałam się swoimi zasadami.

Na pielgrzymkę chyba nie idę.

Jest źle. Naprawdę źle. I nie umiem przyjąć żadnej pomocy. Coś mi każe biec ku temu złemu. Nie umiem się wyrwać. Już nie umiem.

I pomyśleć, że wszystko zaczyna się od nudy i samotności...

Załóż bloga

Archiwum

2018
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009

Kategorie

paranoje(14)
Promyki nadziei(13)
osamotnienie(11)
Stan najgorszy(5)

Linki

o. Grzegorz
Z życia mnicha
Pochylenie nad Słowem
I Ty jesteś Barabaszem...
Masia
FunAtyk
Dwa krzesła
Zimbabwe

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl