to-tylko-paranoja at ownlog '06

43.


Link 11.11.2009 :: 14:35 Komentuj (1)
Już niedługo wrócę w nowej odsłonie.
W bardziej optymistycznej wersji! :D
Oooj... Dużo się zmieniło... ;)
Adres nowego bloga podam wkrotce ;)
Pozdrawiam! Trzymajcie się ;)

40.


Link 2.11.2009 :: 13:53 Komentuj (7)
Spotkałam w autobusie chłopaka. Miał ok. 19 lat, wysoki brunet. Siedział przede mną, uśmiechał się do mnie. Ja nieśmiało uśmiechy odwzajemniałam. Wysiadł w sąsiedniej wiosce, jakieś 10 km od mojej. Gdy wstawał z miejsca, uśmiechnął się do mnie po raz ostatni. Wysiadając, wodził za mną wzrokiem. Gdy autobus odjeżdżał, odwracał się jeszcze. Potem... czar prysł. Pewnie go nigdy więcej nie spotkam, a nie mogę sobie go wybić z głowy. Głupiec! Nie wie, że takie istoty jak ja najłatwiej uwieść zwykłym, szczerym uśmiechem. Bez zbędnych słów...

Próbuję od nowa żyć. Kilka osób dodało mi wiary w ludzi. Madziu - dziękuję! :*

35.


Link 15.10.2009 :: 19:43 Komentuj (2)
Nie jadę do Gdyni z Magisem. Smutno, ale na pocieszenie jadę do Żdżar z DMN-em :D Dawno tam nie byłam, ale jest ślicznie! :)
Słowa na ostatnim spotkaniu mocno mną wstrząsnęły... Zaczynam działać w swoim życiu, tak naprawdę działać! :D
Jest pięknie póki co, póki umiem być sobą.
Brakuje tylko pojednania z Jezusem...

34.


Link 9.10.2009 :: 20:43 Komentuj (5)
Dziś mam okazję, żeby popisać dłużej, bo moja siora nocuje poza domem, więc nikt mi nie będzie jęczła nad monitorem.

Doświadczenie otarcia się o śmierć było dla mnie bardzo ważne i paradoksalnie wyszło mi na dobre. Zaczęłam szanować swoje życie i je doceniać. I nie chodzi tu tylko o te chwile, dla których warto żyć. Mam na myśli ogół, całość, dobre i złe chwile, całą prozę życia. Do chwili sięgnięcia po tabletki wyznawałam zasadę "W życiu piękne są tylko chwile". Odkąd mnie znaleziono nieprzytomną, mówię: "Całe nasze życie tworzy jedną wielką harmonię i tylko Ten na Górze zna tajemnicę tej harmonii. Nawet cierpienie i codzienne, nużące życie ma sens!". Właśnie... Niby tyle razy się słyszy, że cierpienie ma sens, po burzy zawsze wychodzi słońce itp. Ale nie dociera to do takiego zwykłego, szarego człowieczka. To zwykłe slogany. Czym jest teoria bez praktyki? Dlatego doświadczenie jest tak ważne. Praktyka życia czyni nas mądrymi.

Odebranie sobie życia jest pójściem na łatwiznę. Ponoć trzeba być twardym, a nie miękkim. Problem w tym, że zawsze, kiedy wzmocnię w sobie pancerz ochrony przed całym gównem, które jest w moim życiu, to samotność, brak samoakceptacji, blokady psychiczne, zranienia z przeszłości i rzeczy, które "chcę, a nie mogę" ten pancerz niszczą. A kiedy nie mam pancerza, nie ma co mnie chronić, to znowu robię coś głupiego (nie, nie zawsze jest to próba samobójcza). Jednak są to rzeczy, których później bardzo żałuję. Potem jakoś sama do siebie dochodzę, regeneruję pancerz itd. Zamknięte koło. Trzeba jakoś z niego wyjść, tylko jak? A może przestać się bronić? Przyjąć wszystkie śmieci na bary i iść do przodu? Powoli się tego uczę. Do tej pory odrzucałam trudności. Chyba dojrzałam (wow, szybko! ;]) do tego, żeby naprawdę żyć z cierpieniem. W końcu kto nie zazna goryczy na ziemi, nie zazna też słodyczy w niebie.

Uczę się też być radosna. Nie chodzi tu o wieczny uśmniech na twarzy, ale o taki optymizm, pogodę ducha, nadzieję. Ostatnio ktoś zauważył, że chodzę rozpromieniona. Chyba moje ćwiczenia przynoszą jakiś skutek. Nawet teraz, kiedy piszę tę notkę, czuję taki spokój i ciepło na serduchu. To dosyć miłe ;) Ale boję się, że to znowu minie, że znów będzie deprecha przez rok.

Pewna osoba nazywa mnie swoim promykiem. Chcę być takim promykiem dla wszystkich i nie ranić swoim egoizmem. Samobójstwo to szczyt egoizmu, więc pocieszam się, że gorzej być nie może.

Dziękuję Wam za tyle maili i troskę. Zapewniam, że nie trzeba mnie pilnować. Jesteście kochani :) Ale już koniec, nie ma z czego robić afery.

Teraz moim priorytetem jest spowiedź. Będzie ciężko, jeszcze się nie spowiadałam z próby samobójczej... No bo co ja mam Bogu powiedzieć? "Przepraszam, że chciałam zniszczyć Twoje dzieło"? Poza tym trzeba żałować. A ja nie żałuję, bo ta próba mi się przydała. Ciężko to wyjaśnić...
Przydałoby się znaleźć w końcu stałego spowiednika. Człowieka, który by mnie zrozumiał. Jejku, jak ja nie lubię się spowiadać w konfesjonale!

Trzymajcie się!
Pozdrawiam weekendowo! :)



31.


Link 25.9.2009 :: 17:50 Komentuj (4)
Codziennie doświadczam czegoś nowego. Mam taki okres, że we wszystkim widzę jakieś wskazówki dla mnie, dla mojego życia. Zaczynam też przechodzić okres buntu, ale to tylko hormony. Przejdzie mi.

Nigdy w życiu nie przejmowałam się szkołą. Teraz to się zmienia. Stresuję się strasznie nauką, a raczej czasem. Z niczym nie mogę się wyrobić. Na klasówkach nie starcza mi czasu na napisanie wszystkiego, co umiem. Cóż... Wymagają od nas myślenia, byle nie za długo. Spoko. Byleby mieć 30% na maturze z matmy, z reszty 50% mnie zadowoli.

Generalnie jest cudownie. Nie licząc szkoły, wycofania z wolontariatu (brak czasu), nie chodzenie na DMN-y przez 2 tygodnie (próby scholi, 90-lecie szkoły, bleh!) to jest całkiem spoko. Nie mam ostatnio żadnych schiz.

Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo się rozwinęłam przez poprzedni rok szkolny. Ten proces wciąż trwa, z czego jestem dumna. Teraz jest etap buntu na wszystko i ujawniania moich sprzeciwów, czasami wobec błahych powodów. To też się na coś przyda, zwłaszcza, że zawsze byłam potulna jak baranek i dawałam się wykorzystywać. Choć z drugiej strony boję się tej zmiany, bo zaczynam wkurzać ludzi.

PS. Przepraszam, że nie komentuję Waszych wpisów na blogach, ale obecnie po prostu nie mam na to czasu :(

30.


Link 19.9.2009 :: 14:50 Komentuj (6)
To był trudny tydzień.

Uświadomiłam sobie, że istnieje jedna osoba, której z całego serca nienawidzę. I nie jest to mój ojciec, przez którego mam zwalone życie. Nie jest to nikt z moich "prześladowców" z gimnazjum. Nie jest to moja siostra, koleżanka... Tą osobą jest... nauczycielka od matmy! I nie piszę tego pod wpływem emocji, bo dostałam jedynkę (nie, nie dostałam jeszcze...). Piszę to, bo ta osoba nie zdaje sobie sprawy, jak niszczy psychikę swoich uczennic, drąc się na nie przy tablicy i nazywając je nieukami bądź porównując ich inteligencję do inteligencji przedszkolaków. Szkoda, że szanowna pani A. nie wie, że po jej lekcjach czasami ktoś płacze, bo nie wytrzymuje napięcia. Szkoda, że nie zastanowi się, dlaczego jedna z moich koleżanek wciąż jej pyskuje. To smutne, że myśli, że to ten "wiek buntowniczy". Mogłaby czasami wyjść spoza wzorów matematycznych i pomyśleć o swoim stosunku do uczennic. Stres, strach przed kolejnymi obelgami... A potem zdziwienie, że nie chcemy do tablicy chodzić...
Obiecałam sobie, że o nikim nie będę źle myśleć. Nawet mi się udawało, póki nie zetknęłam się z panią A. I znów moje plany legły w gruzach. Żeby je odbudować, chyba trzeba szanowną panią A. uświadomić i czekać na poprawę jej zachowania lub wywalenie ze szkoły.

To niesamowite, jak w ciągu dwóch tygodni można się przywiązać do obcych ludzi i spotkań z nimi. Narazie tylko słucham i obserwuję, próbując poznać. Rozkręcę się później, jak nauczę się ufać. Obecnie żyję od spotkania do spotkania, ale uczę się żyć każdym dniem.

Radek napisał w komentarzu, że Jezus uzdrawia. To prawda. Jest najlepszym kardiologiem i psychologiem w jednym. Chyba mnie uzdrowił, mimo że to była terapia wstrząsowa...





26.


Link 4.9.2009 :: 21:05 Komentuj (5)
Cześć Wam! :)

Pierwszy tydzień szkoły za mną. Rewelacja! :) Jestem w końcu taka zadowolona, wśród ludzi, cały czas coś się dzieje. Dużo nowości, nieoczekiwanych sytuacji, humoru, towarzystwa. Teraz ciężko o chwile samotności, tylko w weekendy mogę pobyć sama. Pasuje mi to. Nasiedziałam się sama przez całe wakacje. Na zapas.

Zaszło dużo zmian w szkole. Zmieniła mi się jedna z wychowawczyń. Doszły do naszego rocznika dwie dziewczyny. Doszły nowe przedmioty (razem mam ich 15). Będzie ciężko... Ale mam zamiar się przyłożyć w tym roku. Zobaczymy co z tego wyjdzie :P Zawsze marzyłam, żeby religii uczył mnie ksiądz... No i proszę ;) Mamy nowego katechetę i duszpasterza szkoły! :)

Wzięłam sobie słowa pewnego kolesia, z którym gadałam o moim powołaniu na pielgrzymce, kiedy szłam jeszcze do pierwszej klasy: "Teraz Twoim powołaniem jest ta szkoła." Pierwszy tydzień, pierwsze problemy. Kilka koleżanek mi się żaliło. Naprawdę wiele historii styka się w tym jednym, dla mnie cudownym miejscu. Staram im się doradzać, pomagać. Proszę Ducha Świętego o siłę i cierpliwość, o łaski dla tych dziewczyn. Proszę Was o modlitwę za te kobitki. One naprawdę tego potrzebują! Bezradność jest wstrętnym uczuciem...

Ks. Mariusz mi odpisał. Pamięta o mnie. Ja o nim też. Ma dużo pracy, jeszcze mu dojdą studia. W sumie to lepiej, że się nie spotkaliśmy. Była pokusa, żeby z kimś porozmawiać o mnie. Złamałabym swoje postanowienie. A tego nie chcę. Bóg ma lepsze plany dla nas, niż my sami ;)

Sypią się relacje w mojej rodzinie. Wszyscy się kłócą ze sobą, dosłownie wszyscy. Mama, tata i moja siora stoją na wierchołkach trójkąta, chowają się w kącie. A ja stoję na środku i wysłuchuję ich narzekania. Każdy próbuje mnie przeciągnąć na swoją stronę. A ja tracę już siły. Próbuję ich pogodzić. Czasem mi nawet wychodzi, ale zaraz znów sobie znajdą powód do kłótni. Tracę cierpliwość. Wycofuję się. Niech mnie w to nie mieszają!

Dziś się spowiadałam. Po wyznaniu grzechów spowiednik milczał przez dobre 5 minut. I właśnie to milczenie powiedziało mi najwięcej. Czułam się głupio. Nie wiedziałam, czy się przypomnieć, czy milczeć. Bałam się, że zaraz na mnie nawrzeszczy. Ale jego nauka była cudowna! I dotyczyła naprawdę moich grzechów. Nie uogólniał, mówił naukę do mojego konkretnego przypadku. Jednak milczenie, te kilka minut milczenia... Niesamowita chwila. Przypomniała mi o tym, że spowiedź to prawdziwe spotkanie z Jezusem, który mówi mi: "Nic. Nie musisz mówić nic. Odpocznij we mnie. Czuj się bezpiecznie..."

W niedzielę MAGIS. Mam stresa, ale fajnie byłoby do nich należeć ;)

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę udanego rozpoczęcia kolejnego roku pracy ;)


25.


Link 29.8.2009 :: 23:13 Komentuj (5)
Jestem.

U wujka nie jest kolorowo. Ale jakoś go na duchu podtrzymaliśmy. Jakoś się trzyma, z czasem będzie lepiej.

Ten wyjazd, choć krótki, był pełen doświadczeń i miłości.

Szacunek, obrona mojej osoby, zwierzenia, łzy, szczere rozmowy, zbadanie korzeni mojej rodziny. Oto czego doświadczyłam. Tak... Tego mi było trzeba!

Wujek jako jedyny w tej rodzinie okazuje mi miłość. Wiem, że naprawdę mnie kocha. Ja jego też i życzę mu jak najlepiej!

Widziałam pierwszego męża mojej mamy. Patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem... Czułam się nieswojo.

Wszyscy na wsi wiedzieli od razu, że jestem córką tej Tereski, która jeszcze niedawno śmigała po wsi i pomagała na polu :) Wujek z dumą chwalił się swoją chrześniaczką.

Poznałam środowisko "żulowskie". Poznałam ludzi, którzy mimo alkoholizmu, są bardzo życzliwi i wartościowi. Rozmawiałam z nimi również, gdy byli trzeźwi ;) Fajni ludzie, choć Bóg różnie ich doświadczył... Szkoda, że szukają ucieczki w wódzie, ale może kiedyś znajdą właściwą drogę.

No i zyskałam wielbiciela :P Co z tego, że ma 37 lat i zakochał się od pierwszego wejrzenia. I mimo wielkiej miłości nie mógł zapamiętać mojego imienia :P

Było wesoło i smutno. Oby więcej takich edukacyjnych wyjazdów!

Jutro jadę do internatu. Będę w domu tylko na weekendy, więc notki planuję pisać raz na tydzień (w soboty). Choć to też różnie może wyjść, bo prawdopodobnie będę w MAGIS-ie :) Umówiłam się już z Masią, abym nie czuła się osamotniona na pierwszym spotkaniu. Ona jest tam oblatana, więc (mam nadzieję) jakoś mnie tam wprowadzi.

Ks. Mariusz mnie olał. Siedzi na NK i nawet mi nie odpisuje... Boli. Ale jakoś przeboleję.

Proszę o modlitwę za mojego wujka i za mnie - o odwagę i wytrwałość.

Pozdrawiam ;)

20.


Link 16.8.2009 :: 19:52 Komentuj (9)
Wróciłam.

Było cudownie! Czułam, że dotykam Raju. Niesamowita atmosfera, spotkanie starych znajomych i poznanie nowych ludzi. Modlitwa, taniec i śpiew. Wygłupy po apelu. Tęskniłam za tym czasem, gdzie największym problemem jest rozstawienie namiotu lub przyniesienie ciepłej wody do mycia.

Nie czułam bólu fizycznego, mimo że się odwodniłam i przeziębiłam. Leżałam z podłączoną kroplówką całą noc. Ale to też było fajne doświadczenie. Obcy ludzie się o mnie troszczyli, pytali o zdrowie, pilnowali, abym więcej piła. Na moją prośbę przyjechał do mnie ksiądz z sakramentem namaszczenia. Całą drogę się śmiałam, żeby nosił w plecaku olejek, bo czuję, że wkrótce skonam na tej trasie ;) No i masz babo placek... Przydały się :)

Tak. Mocno zaprzyjaźniłam się z ks. Mariuszem. Chciałabym, aby nasza znajomość nie zakończyła się tylko na pielgrzymce. Jest wikariuszem w pobliskiej parafii, więc spokojnie mogłabym go odwiedzać. Poza tym pragnę zaangażować się w jakąś pracę na rzecz Kościoła. Cokolwiek. Pomoc w prowadzeniu kancelarii, jakaś wspólnota, opieka nad dzieciakami podczas wyjazdów? Cokolwiek. Niestety nie umiem się wkręcić.

Ks. Mariusz powiedział mi na Przeprośnej Górce bardzo fajne słowa: "Widać, że jesteś dobrą osobą, a z takimi ludźmi chce się przebywać". Zapisałam te słowa w swoim sercu i już mam swoją życiową misję: być wsparciem dla innych, mnie zaś będzie nosił SAM JEZUS.

Pogłębiłam swoją wiarę i powoli opuszczam most do mojej twierdzy. Powoli, bez pośpiechu i za dużej dawki zranień naraz.

Nigdy nie zapomnę życzliwości i otwartości tych ludzi. Czułam się tam taka ważna, taka kochana, taka potrzebna. Czułam, że jestem w domu, wsród swoich.

A teraz jestem w domu i nie umiem się odnaleźć. Płakałam. Tak bardzo tęsknię za pielgrzymką. Nie, to nie fanatyzm. To potrzeba miłości i akceptacji.

Napisałam do ks. Mariusza na Naszej Klasie. Jest moją ostatnią deską ratunku na wyrwanie mnie z marnotrawienia danego mi czasu.

Byłam na pielgrzymce czwarty raz, jednak za każdym razem jest inaczej. W tym roku modliłam się dużo za bliskich mi ludzi, którzy mocno grzeszą. Może dlatego tak ciężko mi się szło.

Odliczam dni do kolejnego 5 sierpnia. Chwała Bogu za owoce, które we mnie teraz dojrzewają.

15.


Link 28.7.2009 :: 12:15 Komentuj (10)
Dzisiejsza noc zmieniła wszystko.

Miałam sen. Bardzo niepozytywny. Śniło mi się, że mieszkałam z moimi rodzicami w bloku (nie wiedzieć czemu - w mieszkaniu mojej cioci). Piętro wyżej mieskzała jakaś mafia. Tata zadzwonił po policję. Gdy przyjechali, mafia od razu wiedziała czyja to sprawka. Przyszli do naszego mieszkania w eleganckich, białych garniturach i kapeluszach ze spluwami w ręku (jak to na tych amerykańskich filmach jest). Tata próbował się bronić, mama zaczęła wrzeszczeć. Ja wyszłam przez balkon i zeszłam z drugiego piętra po ścianach na dwór. Biegłam przed siebie, szukając pomocy. Nagle zobaczyłam helikopter policyjny. Nie był zbyt wysoko nad ziemią, więc zaczęłam im machać. Wylądowali, wykrzyczałam, jaka jest sytuacja. Wbiegli od razu do budynku i szajka została zatrzymana. Wracałam do mieszkania chwiejnym krokiem. Nogi uginały się pode mną ze strachu. Nie wiedziałam, czy zobaczę jeszcze moich rodziców żywych. Weszłam po schodach na drugie piętro, powoli zbliżyłam się do drzwi. Z naprzeciwka wyszedł sąsiad, niczego nie świadomy. Nie powiedziałam mu nawet krótkiego "dzień dobry" tylko z drżeniem rąk nacisnęłam na klamkę. Zobaczyłam moich rodziców, wycieńczonych, jedzących kolację. Był z nimi obcy mi facet, ale nie zwracałam na niego uwagi. Rozpłakałam się w drzwiach ze szczęścia, że żyją.

Po przebudzeniu również zaczęłam płakać. Niby zwykły sen, zapewne wziął się ze zbyt dużej dawki telewizji. Ale gdy się obudziłam, poczułam się sierotą. Jakby tamten sen trwał, tylko że bez happy endu. Na samą myśl o tym, że mogłabym kogoś stracić, łzy do oczu mi napływały.

Piszę tą notkę jakieś pół godziny po przebudzeniu i nadal nie doszłam do siebie. Jednak sny są potrzebne! Nauczyłam się, żeby doceniać to, co mam. Po co chcieć więcej? Jedni nie mają nawet tego, co ja! A moje życie w każdej chwili może się zmienić. W każdej chwili może stać się jakaś katastrofa. Należy się cieszyć i dziękować Bogu za to, co jest. Niby tak banalna prawda... Do mnie dotarła dopiero dzisiaj. Czuję, że moje życie po tym śnie nie będzie już takie samo...

Zaczynam odczuwać radość z życia.

13.


Link 26.7.2009 :: 21:57 Komentuj (6)
Biorę się w garść! Upadki są potrzebne. Co cię nie zabije, to cię wzmocni. Tylko gdzie znaleźć ludzi, którym można zaufać?

Ostatnio pojawiło się we mnie pragnienie, aby mieć chłopaka. Brakuje mi bliskości, troski i wrażenia, że jestem dla kogoś ważna. Tak bardzo mi tego brakuje...

Przez dwa dni była u nas w domu libacja alkoholowa z okazji ojca imienin. Wyszło na jaw kilka tajemnic rodzinnych, dzięki którym się dowiedziałam, że ojciec jest złodziejem, kłamcą i egoistą. Utwierdziłam się też w przekonaniu, że jest alkoholikiem. Choleryk z mieszanką alkoholu daje bardzo negatywny efekt. Nikt przez niego nie chce do nas przyjeżdżać, bo zaraz jest jakaś afera.

Nie byłam dziś w kościele. Pierwszy raz z własnej woli.

I nie jestem chora psychicznie. Zaburzenia osobowości ma wielu ludzi, często nawet nie są tego świadomi. Kwestia pracy nad sobą. Ale jak można pracować, nie mając żadnego wsparcia?

Stoję na środku i wołam POMOCY!!!

Jednak moje otoczenie, zamiast spytać co się dzieje, oburzają się, że "ta zawsze uśmiechnięta dzieczyna, tak otwarta na potrzeby innych" sama chodzi smutna i potrzebuje odrobiny zainteresowania. Faktycznie, to skandal! :(

10.


Link 21.7.2009 :: 12:42 Komentuj (5)
Racja! Przecież to moja psychika!

Wzięłam się w garść. Zaczęłam obserwować swoje zachowania i staram się zmieniać to, co mi się niepodoba. Pierwszym krokiem jest wyjście do ludzi. Moża powiedzieć, że ostatnio w ogóle mnie w domu nie ma. Nawet nocowałam poza domem. Od jutra codziennie wycieczki rowerowe z moją przyjaciółką. Pewnie będziemy jeździć do miasta. Może nawet się pozna kogoś nowego...

Stosuję zasadę, że pokonuję strach poprzez zmierzeniem się z nim (wg rady). Muszę przyznać, że skutkuje. Ot, taki głupi, przykład: Na naszym podwórku pracowali robotnicy (stawiali nam kotłownię). Oczywiście ja się ich wstydziłam i siedziałam przez to cały czas w domu. Ale odkąd postanowiłam się wziąć za siebie, postanowiłam działać. Wyszłam do nich, powiedziałam grzecznie "dzień dobry" i poszłam dalej. Niby nic, ale dla mnie dużo. Ot, całe moje paranoje...

Póki co, jestem z siebie dumna. Niech tak zostanie.

Pielgrzymka za 2 tygodnie, a ja nadal nie mam z kim iść... A ja chcę poszaleć!!!

5.


Link 13.7.2009 :: 11:09 Komentuj (3)



Wczoraj była niedziela. Piękny dzień, mój ulubiony. Byłam sobie w kościele i oczywiście poczułam jakieś pocieszenie od Tego na Górze. Znów obudziła się nadzieja i to poczucie, że mogę wszystko! Wzniosłam się ponad to wszystko, co mnie otacza, ale skrzydła szybko mi uciął mój kochany tatuś. Darł się na mamę, bo nie weszła do tego sklepu, do którego zawsze wchodzi, przez co podjechał kilka metrów dalej. No tak. Miał rację. To był bardzo ważny powód, żeby na nią nawrzeszczeć i po raz kolejny okazać jej brak szacunku. Czasem się boję, że będę taka jak on. Już przejmuję niektóre jego zachowania, a co dopiero za kilka lat?

Po powrocie do domu chciało mi się płakać. I to bardzo. Zawsze olewałam zachowania ojca, ale ostatnio coraz bardziej mnie dotykają. Nie wiedziałam, gdzie szukać pocieszenia. Zaczęłam myśleć o brewiarzu, który każdy dostał na Lednicy.
Nawet nie wiem, skąd ta myśl mi wpadła do głowy. Zrodziła się ot tak. Rozłożyłam koc na trawie, wzięłam brewiarz i zaczęłam czytać. Wciągnęło mnie to! Postanowiłam, że będę go odmawiać zawsze, jak tylko będę miała chwilę spokoju. Ta forma modlitwy mnie uspokaja, czuję takie katharsis. Bóg wie, jak pocieszyć. A ja teraz wiem, co robić, aby tego pocieszenia doznać.

Nadal nie mam z kim iść na pielgrzymkę. Tzn. mam, ale z Agą będzie strasznie nudno! Poza tym wiecznie będzie się trzymać mamusi, a ja bym chciała poszaleć, poznać kogoś nowego, porobić kawały księżom :) Z nią się nie da...
Bratnia dusza pilnie poszukiwana! Ktoś szalony na pielgrzymkę także...

PS. Fotka jest jedną z moich ulubionych z pielgrzymki. Dla tych 10 dni w roku naprawdę warto żyć. Moja grupa jest faaaajnaaaa :)

Załóż bloga

Archiwum

2018
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009

Kategorie

paranoje(14)
Promyki nadziei(13)
osamotnienie(11)
Stan najgorszy(5)

Linki

o. Grzegorz
Z życia mnicha
Pochylenie nad Słowem
I Ty jesteś Barabaszem...
Masia
FunAtyk
Dwa krzesła
Zimbabwe

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl