21.

Dlaczego nie umiem się cieszyć z tego, że jestem kochana?
Dlaczego nie umiem się cieszyć z tego, że mam to, o czym inni mogą tylko marzyć?
Dlaczego nie umiem się cieszyć z tego, że są wokół mnie ludzie?
Dlaczego nie umiem się cieszyć z tego, że mogę robić co chcę i jak chcę?
Dlaczego nie umiem się cieszyć z tego, że Bóg dał mi czas na wszystko?
Dlaczego nie umiem się cieszyć z tego, że jestem w stanie realizować swoje marzenia?

Czemu wciąż chcę więcej i więcej?
Czemu wciąż chcę być akceptowana i potrzebna?
Czemu wciąż chcę być wśród ludzi, z którymi nie mogę przebywać?
Czemu wciąż chcę być w innym miejscu, z dala stąd?
Czemu wciąż chcę robić coś, co będzie dawało mi i innym szczęście?

CZEMU DO SZCZĘŚCIA NIE WYSTARCZA MI SAM JEZUS?

Jestem z Nim, ale to jeszcze nie to...
Chyba trzeba mi czuć Go w innych ludziach. Tylko, że ci "inni ludzie" są albo księżmi, albo mieszkają z dala ode mnie. I znów jestem sama. Fizycznie.

Marzę o tym, aby być organizatorką czegoś ważnego. Dla dzieciaków. W kościele.
Dziwne marzenie, ale jakoś tak od pielgrzymki mnie trzyma.
Przecież marzenia nic nie kosztują.

zielona-pelargonia 22.08.2009, 20:04

Człowieka kształtuja jego marzenia. Twoje sa Dobre.

Potrzebujesz bardzo dużo miłości...
tak mi się przynajmniej wydaje.

jakiskretyn 21.08.2009, 16:13

:).
Raczej się przyda, choć mimo wszystko mam same optymistyczne odczucia narazie.

Jotka 20.08.2009, 20:09

Kochana... nie wiem, co Ci powiedzieć. Ale czytając tę notkę, poczułam się, jakbym to ja mogła ją napisać. Mamy podobne odczucia.

Przytulam mocno. I z nadzieją. Że albo nauczymy się cieszyć, tym co mamy - bo może to już to... albo znajdziemy to coś, za czym tęsknimy.

Ale pamiętaj - prawdziwe szczęście to w niebie będzie ;) teraz trzeba na to niebo pracować.

search_for_something_more 20.08.2009, 13:58

za dużo jest w tej notce pytań, wątpliwości, albo nie - niepewności
skoro mówisz, że masz czas na wszystko, to wykorzystaj to co masz, w sobie, wokół siebie, nie siedź z założonymi rękami tylko weź się do roboty, spełniaj swoje marzenia, żebyś potem nie żałowała, że mogłaś, myślałaś o tym, ale mimo tego wszystkiego nie stanęłaś gotowa do działania

Bóg? długa historia, skoro jesteś z Nim, to pewnie On przy Tobie też, pozazdrościć
może warto także trochę od Niego zaczerpnąć siły
może to On tchnie w Ciebie trochę życia
powietrza
radości

pomyśl o innych, którzy naprawdę nie mogą spełniać swoich marzeń
czujesz ich rozgoryczenie?
Bo jak tak.


I być może dlatego jeszcze nieszczęśliwa, że nie potrafisz dostrzec wszystkiego i wszystkich których masz obok siebie, chcesz więcej i więcej bo nieustannie rozglądasz się na boki, daleko, zamiast skupić się na tym co masz pod nogami.
Świat leży Ci u stóp a Ty jeszcze narzekasz ;]
No już do roboty ;) migusiem ;)

pozdrawiam ;)

jakiskretyn 20.08.2009, 11:50

Do "założenia" domu mam jeszcze raczej bardzo daleko.

Z tymi osobami i uczuciami masz rację, ale miejsce też jest ważne. I otoczenie. Taka "wisienka na torcie". A na razie raczej będę się tułał tak jak dotychczas.

zimbabwe 20.08.2009, 11:47

Sprawa rzeczywiście ciężka... Nie bój nic, ucz się jak najlepiej, coby jak najlepiej przetrwać liceum (teraz tę maturę z matematyki dali - jak dla mnie to zupełna paranoja) no a potem będzie z górki. Ale skoro mieszkasz na Mazowszu, to z tego co wiem tam jest masa różnych rzeczy. Z drugiej strony - te dojazdy no i brak czasu. Trochę bez sensu że o 19 trzeba być na miejscu, ale jak będziesz pełnoletnia - to może się to zmieni?

to-tylko-paranoja 20.08.2009, 11:15

Właśnie tu sprawa jest zbyt skomplikowana... W weekendy jestem u siebie w domu, na wsi. Parafia jest malutka i nie ma tu zupełnie nic. Do innej parafii mam 13 km (do Otwocka). Na dodatek dojazd jest kiepski.

W dni szkolne mieszkam w Warszawie w internacie. Muszę być już o 19 na miejscu, a wszystkie wspólnoty o tej porze dopiero spotkania zaczynają. Tak więc chyba samotność takowa jest mi pisana ;) Przynajmniej na czas liceum :P

zimbabwe 20.08.2009, 08:31

A takich ludzi możesz znaleźć wszędzie... Zależy tylko gdzie mieszkasz, a na pewno tacy się znajdą. Czy Twoja wspólnota kościelna jest aktywna? Masz jakąś grupę młodzieżową? Jeśli tak, to najtrudniejszy jest zawsze pierwszy krok żeby pójść, a potem idzie z górki ;)

to-tylko-paranoja 19.08.2009, 22:50

Hmm... Częściowo zostałam "uzdrowiona" na pielgrzymce ;) Aby zapobiec nawrotowi choroby, potrzeba mi kontaktu z drugą osobą, bycie wśród ludzi! Ludzi, którzy wierzą w moc Jezusa ;)

zimbabwe 19.08.2009, 21:38

"Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest. Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić" - Ewangelia Jana 3, 6-7 oraz "Wiem tedy, że nie mieszka we mnie, to jest w ciele moim, dobro; mam bowiem zawsze dobrą wolę, ale wykonania tego co dobre, brak" - List do Rzymian 7, 18.
Marzenia są dobre jak najlepsze ale... Jest jedno ale do którego i ja doszłam - nie możesz pomagać innym jeśli sama sobie nie pomożesz, brzmi to jak frazes, ale nie jest frazesem. A ludzie, w których możesz czuć Chrystusa? Są wszędzie... Na dworcu, w hospicjach, na ulicy, u Ciebie w domu. Pozdrawiam ciepło :)

zimbabwe 19.08.2009, 18:58

Społeczność na pewno się znajdzie jakaś :) Byle to była zdrowa społeczność, bo o patologiczne dziś nietrudno. Pozdrawiam :)Jeszcze rozwinę swoją wypowiedź bo muszę wyjść

casicta 19.08.2009, 17:13

nie wierz w cuda,
polegaj na nich.
Marzenia się spełniają... czasem

jakiskretyn 19.08.2009, 16:36

Tą umiejętność nabywa się automatycznie, kiedy pozna się odpowiednią osobę ;).

Tak mi się przynajmniej zdaje.


(znów skleroza)

jakiskretyn 19.08.2009, 16:35

Wiesz, zamykanie się z czyjąś miłością w kryształowej kuli nie da szczęścia. Niezależnie kogo kochasz.

Żeby naprawdę się cieszyć, nie wystarczy możliwość realizowania marzeń, trzeba jeszcze je po prostu zacząć realizować. Choćby zaczynając od takich małych, codziennych.

A ludzi, z którymi będziesz chciała przebywać możesz znaleźć i bliżej. Jest ich tylu na świecie, że zawsze trafi się ktoś godny uwagi.