20.

Wróciłam.

Było cudownie! Czułam, że dotykam Raju. Niesamowita atmosfera, spotkanie starych znajomych i poznanie nowych ludzi. Modlitwa, taniec i śpiew. Wygłupy po apelu. Tęskniłam za tym czasem, gdzie największym problemem jest rozstawienie namiotu lub przyniesienie ciepłej wody do mycia.

Nie czułam bólu fizycznego, mimo że się odwodniłam i przeziębiłam. Leżałam z podłączoną kroplówką całą noc. Ale to też było fajne doświadczenie. Obcy ludzie się o mnie troszczyli, pytali o zdrowie, pilnowali, abym więcej piła. Na moją prośbę przyjechał do mnie ksiądz z sakramentem namaszczenia. Całą drogę się śmiałam, żeby nosił w plecaku olejek, bo czuję, że wkrótce skonam na tej trasie ;) No i masz babo placek... Przydały się :)

Tak. Mocno zaprzyjaźniłam się z ks. Mariuszem. Chciałabym, aby nasza znajomość nie zakończyła się tylko na pielgrzymce. Jest wikariuszem w pobliskiej parafii, więc spokojnie mogłabym go odwiedzać. Poza tym pragnę zaangażować się w jakąś pracę na rzecz Kościoła. Cokolwiek. Pomoc w prowadzeniu kancelarii, jakaś wspólnota, opieka nad dzieciakami podczas wyjazdów? Cokolwiek. Niestety nie umiem się wkręcić.

Ks. Mariusz powiedział mi na Przeprośnej Górce bardzo fajne słowa: "Widać, że jesteś dobrą osobą, a z takimi ludźmi chce się przebywać". Zapisałam te słowa w swoim sercu i już mam swoją życiową misję: być wsparciem dla innych, mnie zaś będzie nosił SAM JEZUS.

Pogłębiłam swoją wiarę i powoli opuszczam most do mojej twierdzy. Powoli, bez pośpiechu i za dużej dawki zranień naraz.

Nigdy nie zapomnę życzliwości i otwartości tych ludzi. Czułam się tam taka ważna, taka kochana, taka potrzebna. Czułam, że jestem w domu, wsród swoich.

A teraz jestem w domu i nie umiem się odnaleźć. Płakałam. Tak bardzo tęsknię za pielgrzymką. Nie, to nie fanatyzm. To potrzeba miłości i akceptacji.

Napisałam do ks. Mariusza na Naszej Klasie. Jest moją ostatnią deską ratunku na wyrwanie mnie z marnotrawienia danego mi czasu.

Byłam na pielgrzymce czwarty raz, jednak za każdym razem jest inaczej. W tym roku modliłam się dużo za bliskich mi ludzi, którzy mocno grzeszą. Może dlatego tak ciężko mi się szło.

Odliczam dni do kolejnego 5 sierpnia. Chwała Bogu za owoce, które we mnie teraz dojrzewają.

to-tylko-paranoja 19.08.2009, 14:36

Jest potrzebna, już od wielu lat! Tylko że nigdzie jej nie ma... Albo ja nie umiem jej znaleźć.

zimbabwe 19.08.2009, 13:17

Wiesz, ja swego czasu bardzo tęskniłam za miejscowością Dzięgielów. Tam 3 lata temu byłam na ewangelizacji i nawróciłam się, choć początkowo bardzo powierzchownie, jednak tamto zdarzenie bardzo mnie zmieniło i zmienia nadal. Tęsknota się skończyła kiedy po wielu, wielu cierpieniach i trudnych przejściach oraz samotności - znalazłam swoją społeczność w której taki Dzięgielów jest cały rok :-) A nie tylko raz w roku. Może Tobie również jest potrzebna taka społeczność na co dzień, a nie tylko od święta?... Ale to tylko moje domysły.

to-tylko-paranoja 18.08.2009, 22:15

Właśnie tu jest mój problem. Nie potrafię wyjść z tej pielgrzymkowej atmosfery, myślami wciąż tam jestem. I dół spowodowany tęsknotą daje się we znaki moim bliskim. Ale jestem bliżej Jezusa i wiem, że ta tęsknota bardziej dotyczy czucia Jego obecności niż ludzi i fajnego spędzania czasu.

Ateista nie musi być bezideowy ;)

zimbabwe 17.08.2009, 18:55

Nie chodziło mi o to, żeby w ogóle nie cieszyć się z tego typu rzeczy... Bo radość z bycia w towarzystwie ludzi którzy nas lubią i których my lubimy jest naturalna. Smutek też jest naturalny. Tęsknota też. Ale czy u Ciebie ten smutek ma jakąś konkretną przyczynę? Jeśli tak to jest to zwykły, może trochę bardziej emocjonalny smutek, jeśli nie - to może być coś gorszego... Pozdrawiam serdecznie.

Jotka 17.08.2009, 08:30

Zimbabwe chyba ma rację:
"pamiętaj aby to, co pozytywne nie łączyć z pielgrzymkami czy ludźmi, bo to odchodzi i przemija, ale raczej z Tym, który Jest... "

Takie doświadczenia są cudowne. I nie wiem, nie wiem jak przejść z nimi do życia codziennego. Jestem w trakcie. I tym razem to ja proszę Cię o pomoc, modlitwę.

jakiskretyn 17.08.2009, 00:50

No to cieszę się że tyle dobrego działo się przez ten czas, kiedy Cię nie było.

Ja popieram komentarz z dołu, bo też jestem bezideowym ateistą.

Ale mimo wszystko każdy ma miejsca i ludzi, gdzie się odnajduje.

zimbabwe 16.08.2009, 22:28

Jednostka albo grupa mogą dać poczucie miłości, ale to jest miłość ludzi, niedoskonała. Bóg kocha Cię najmocniej, nawet jeśli w to nie wierzysz albo temu nie dowierzasz (jak ja do niedawna nie dowierzałam). Dziś usłyszałam słowa, żeby nie patrzeć na Boga jak na kogoś, kto wyrysował nam dokładnie od punktu do punktu ścieżkę na kartce, ale raczej jak na świetnego szachistę. Módl się, rozmawiaj z innymi a co najważniejsze - pamiętaj aby to, co pozytywne nie łączyć z pielgrzymkami czy ludźmi, bo to odchodzi i przemija, ale raczej z Tym, który Jest... Pozdrawiam ciepło :)

Ovlova 16.08.2009, 21:37

Cudownie jest czuć taką atmosferę miłości wokół siebie :)

f43-2 16.08.2009, 21:01

ładnie. czasami żałuję, że jestem bezideowym ateistą.