12.

Czuję się opętana przez najgorsze myśli. W głowie widzę wciąż moją ucieczkę z tej wiochy i wyjazd w nieznane. Dałabym jakoś radę. Na zarobienie pieniędzy zawsze jest spokój. Wyjazd nic mi nie da, ale przynajmniej nie będę stała w miejscu. Ciągnie mnie do ludzi, choć gdy już się ktoś napatoczy, to jestem opryskliwa i mega ironiczna. To też silniejsze ode mnie. Przestałam być miła, choć kiedyś byłam balsamem na rany innych.

Mam też w głowie sceny samobójcze. Tyle planów, tyle sposobów. To silniejsze ode mnie.

Przestałam się modlić. Zaczęłam się zastanawiać, w co ja tak właściwie wierzyłam?!

I błagam Was, Wirtualni Przyjaciele! Nie piszcie mi prywatnych wiadomości, bo wszyscy wiemy, że pointeresujecie się tydzień, może dwa, a później odpłyniecie w swój prywatny świat. Mój też jest prywatny i nikogo do niego nie wpuszczam. Zamek do serca i rozsądku zardzewiał, nie da rady już go otworzyć. Nie chcę nikogo "przez przypadek" obrazić (mój poziom agresji jest ostatnio cholernie wysoki!), a kazania niewiele pomagają. Więc darujcie sobie.

Walka o moją duszę wciąż trwa. Ja stoję obok i "podziwiam". Widzę, że Bóg się poddaje...


zielona-pelargonia 26.07.2009, 21:55

myślenie o tym co może się zdarzyc często kończy się w moim przypadku 'czarnomyśleniem'.

zimbabwe 26.07.2009, 13:33

Wpisz sobie w Google nicki vujicic... Tam znajdziesz film o nim, jest do obejrzenia w sieci (dałabym tu link ale nie da się wkleić). I obejrzyj koniecznie... Mnie ten film dał dużo do myślenia (zresztą innym odwiedzającym ten blog również polecam).

jakiskretyn 26.07.2009, 01:11

Jeśli nie pozwolisz "zacumować" u siebie, to nie dziw się, że ktoś odpłynie w swój świat. A skoro się zamykasz na innych, to po paru nieudanych próbach dotarcia do Ciebie znikną. Takie życie. I tacy ludzie, i winić ich za to nie można.

Nie musisz być miła dla innych. Ludzie są w większości nie warci tego, by być miłym.

Myślenie o samobójstwie jest kuszące. Kusi i mnie. Ale ja nie lubię prostych rozwiązań.

Jeśli uda Ci się "przez przypadek" kogoś obrazić, to gratuluję temu komuś ;).

casicta 25.07.2009, 17:25

widzę, że o otwieraniu się mogę powiedzieć tak dużo jak i ty. I masz racje nie jestem szczęśliwa, niestety w boga nie wierzę i prosić go nie mam zamiaru - kiedyś wierzyłam i dostałam jush wybitnie wiele, więcej od niego nie chcę. Wolę próbować sama.
pozdrawiam, a co do swojej wartościowości sama się zastanawiam.

zimbabwe 25.07.2009, 17:14

A ja powiem Tobie Kłosu tak, z perspektywy osoby która przechodziła przez stany lękowe, natręctwa, urojenia i depresję, jak również jako bliska koleżanka osoby leczonej z powodu depresji:
W dzisiejszych czasach w tym wieku tak naprawdę mało kto nie ma tego typu problemów. Nie mieszaj w to Boga, chyba że traktujesz ten trudny czas jako swoistą próbę wytrzymałościową, próbę swojej wiary - co też jest możliwe (tu wypowiadam się z perspektywy osoby wierzącej i nawróconej). Ale czy rozmawiałaś o tym z lekarzem? Bo widzisz, czasem w mózgu człowieka zachodzą pewne negatywne zmiany chemiczne i po prostu organizm potrzebuje leków czy innych substancji żeby te zmiany cofnąć. Depresje, lęki, natręctwa - to wszystko jest do opanowania a nawet do wyleczenia, choć jest bardzo trudno (ja przyznam się - z powodu brania innych leków nie mogłam brać psychotropów to brałam dziennie... 6 tabletek waleriany i 3 chmielowych). Albo przyczyna niekoniecznie musi być w mózgu, czasem inne fizyczne choroby powodują takie psychiczne objawy.

casicta 25.07.2009, 13:37

Widzisz, że bóg się poddaje i jednocześnie zaczynasz się zastanawiać w co naprawę wierzyłaś?dziwne nie sądzisz? Nie będę Ci piredolić o tym, że Twoja ironia i opryskliwość jest kontrreakcją i że być może się boisz, bo przeciesh sama wiesz najlepiej.
Fajnie jest czasem otworzyć swój prywatny świat dla kogoś - czasem jednak boli...
p.s. nie znikam tak szybko

zimbabwe 25.07.2009, 12:58

Kłosu, widzę tu przed sobą osobę taką jaką byłam rok temu. 24 godziny na dobę lęk, i nie tylko myśli ale i próby wiemy jakie. Nie będę Ci robić kazań, bo wiem że kazania w takim stanie niewiele albo nic nie dają. Czasem mija trochę czasu zanim to się ustabilizuje... Masz jakieś poważne problemy w domu? Ile masz lat? Młode osoby często bardzo emocjonalnie reagują na rzeczywistość, na ból, może po prostu to co się dzieje w Tobie to tylko nie panowanie nad emocjami, a może to coś poważniejszego... Nie wiem, za mało Cię znam. Będę o Tobie pamiętać w modlitwie. Pozdrawiam :)

zielona-pelargonia 25.07.2009, 09:59

Serce starannie zamknięte na klucz... dobrze to znam. Wierze,że Tobie tak samo jak mi serce w końcu ulegnie i zostanie otwarte z impetem... choc nie raz napawa mnie to do tej pory lękiem to wiem,że tak jest lepiej.

Jotka:dwa-krzesla.blog.pl 24.07.2009, 22:01

Może i my, wirtualni, przestaniemy się interesować. Może znikniesz z naszej świadomości po kilku tygodniach.
Ale to nie ma znaczenia. Znikając z naszej pamięci, Ty nie znikasz. Żyjesz dalej.
Zajmij się swoim życiem, bo nikt tego za Ciebie nie zrobi.

Jeśli to, co tutaj piszesz jest prawdą, to potrzebujesz pomocy. Potrzebujesz. Inaczej nie było by tych notek. Inaczej nie było by Twojego niewypowiedzianego wołania - poznajcie moje życie, przeczytajcie, co we mnie siedzi...

Pomoc, korzystanie z niej nic wstydliwego. Nie zostawiaj siebie samej na pastwę tych myśli. Nie zostawiaj Boga. Nie zostawiaj ludzi.

Nie odchodź tak daleko, proszę.

P.S. Jeśli w jakikolwiek sposób Ci to pomoże, sama przechodziłam i wciąż w jakis sposób przechodzę dość poważne problemy psychiczne. I nie rzucam słów na wiatr.

suicide-is-sexy 24.07.2009, 19:22

rozmyślanie o scenach samobójstwa to wspaniała rozrywka. mankamentem jest to, że planów i sposobów jest wiele, ale nie wszystkie skuteczne.